O przyjaźni człowieka, konia i Puszczy

30 października 2014

Puszcza Białowieska i jej okolice to świetne miejsce do najróżniejszych zajęć na świeżym powietrzu. Pasja połączona z miłością do przyrody może dać początek wspaniałej przygodzie. Tak jest w przypadku Anny Moroz – z zawodu lekarzem stomatologii, mieszkanką Warszawy, hajnowianką z urodzenia, która każdą wolną chwilę spędza w okolicach Puszczy, gdzie swój dom mają jej konie.

 

Koń_Masza_Skryplewo

 

Powiedz, proszę, dlaczego konie są Ci tak bliskie?

 

Lubię zwierzęta – jestem „kociarzem”. Mam  2 koty i  psa u mamy w Hajnówce. Moja siostra Ewa, jak była w szkole, miała cały pokój  w plakatach z końmi.  Babcia w Nowym Berezowie też miała konia. W moim życiu zwierzęta zawsze się gdzieś przewijały. Tak na 100% to chciałam mieć konia, gdy  zobaczyłam źrebaka w stajni w Sacharewie, gdzie jeździłam na leśne spacery. Konik był kilkudniowy, z białą plamką na czole, o długich nogach, ze sterczącą grzywą i ciemną pręgą na grzbiecie. To Masza po ojcu Benku koniku  polskim, po matce Barwinie, która ma w sobie trochę z hucuła.  Zawojowała moje serce i ”wsiąkłam” w hodowlę i wychowanie.       

 

Jakie były początki?

 

Moja koleżanka z pracy, która jeździ konno opowiadała mi po powrocie z rajdu na Ukrainie o fantastycznych widokach, wielkich przestrzeniach, ciekawych ludziach. Urzekły mnie jej opowieści i też chciałam togo doświadczyć. Było to jakieś 10 lat temu, zapisałam się do szkółki jeździeckiej. Po 3 miesiącach wyjechałam na swój pierwszy rajd pod Tarnopol na Ukrainie. Galopy po rżysku, przechodzenie brodów rzek, spanie w namiocie każdej nocy w innym miejscu i konie odpoczywające tuż obok nas. Jako najsłabszy jeździec dostałam bardzo spokojnego konia i to dzięki niemu udało mi się dotrwać do końca, a było naprawdę ciężko. Potem szkoliłam swoje umiejętności dalej w Warszawie. Przyjeżdżając do Hajnówki szukałam miejsca, gdzie mogłabym jeździć  konno. Dzięki siostrze znalazłam  Ewę i Radzieja, którzy mieli stajnię z konikami polskimi w Sacharewie i tak zaczęłam jeździć na spacery po puszczy w sobotę i w niedzielę. Po kilku miesiącach poznałam ścieżki okolic Nieznanego Boru, Czerlonki, Krynoczki, Orzeszkowa i Skryplewa.

 

Skryplewo_Puszcza_Białowieska

 

A jak jest teraz? 

 

Teraz mam Maszę, o której wspominałam wcześniej, oraz Timura –  ponad 20 letniego konia wykupionego ze stajni w Wesołej, aby swoje ostatnie lata spędził na emeryturze na zielonej trawie wraz z innymi końmi. Timur to koń profesor, któremu dużo zawdzięczam. Jest ambitnym, spokojnym i dobrze ułożonym koniem. Teraz razem z nim poznaję okolice Postołowa, polne drogi przy Dubinach i Sawinym Grodzie i mam nadzieję, że jeszcze sporo zobaczę z jego grzbietu.

 

Widzę, że Ciebie i Maszę łączy szczególna więź. Czy myślisz, że konie potrafią  odwzajemniać okazywane im zainteresowanie?

 

Myślę, że tak. Pracując razem z Maszą, poznaję jej charakter, temperament, a ona uczy się reagować na moje komendy. Jeździectwo nie kończy się dla mnie na samej jeździe. To też czyszczenie, karmienie, ćwiczenia bez siodła – tzw. praca z ziemi. Wszystkie te czynności powodują, że zmieniają się relacje koń-człowiek – rodzi się wzajemne zaufanie, porozumienie, współpraca.

 

I nie żałujesz czasami, że nie są bliżej?

 

Nie żałuję. U Ewy i Radzieja w Skryplewie  Masza i Timur mają swoje stado, mają wybiegi i to jest najważniejsze dla koni. W Warszawie nie ma takiej możliwości, konie są wypuszczane  z boksów na godziny lub na jazdy z trenerem. Poza tym, w Warszawie w ciągu tygodnia pracuję do późna i nie byłabym w stanie poświęcić im  odpowiedniej ilości czasu.

 

Koń_Timur

 

Wspólne spacery?

 

Nie mam swoich ulubionych tras ani ścieżek, dla mnie najważniejsza jest sama jazda i podziwianie przyrody.  Co do pór roku to każda jest inna i każda zachwyca czym innym:

Wiosna – gdy wszystko kwitnie i ptaki śpiewają.

Lato – jest ciepło, ale nie polecam jazdy leśnymi ścieżkami z uwagi na dużą ilość ślepaków, meszek i komarów. Sprawiają one, że spacery dla mnie i koni nie są przyjemne. W takich przypadkach wybieram pola i jazdy wieczorem.

Jesień – kojarzy mi się z szelestem liści pod kopytami koni, ciszą, przepięknymi kolorami drzew oraz wypatrywaniem leśnych grzybów z siodła.  

Zima – uwielbiam jak spadnie śnieg i nie jest bardzo mroźno, wtedy na ścieżkach zostawia się pierwszy ślad i można zobaczyć tropy innych zwierząt. Dodatkowo można zobaczyć dzikie zwierzęta np. żubry, sarny. Za największą frajdę zimową uważam jazdę ze znajomymi po lesie i strącenie śniegu z gałęzi tak by obsypać następnego jeźdźca.   

 

Moje przemyślenia?

 

Jeździectwo to dla mnie przyjemność , odpoczynek, odreagowanie stresów, to ćwiczenie stanowczości i pewności siebie, trening spokoju i cierpliwości, komunikacji między człowiekiem i koniem. Ale to też siniaki, otarcia, upadki oraz niepokój moich bliskich o moje zdrowie.  Przy czym dostaję od nich wiele wsparcia i miłości. Za to im bardzo dziękuję

 

 

 


Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich. Europa inwestująca w obszary wiejskie. Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach osi 4 Leader. Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013. Projekt zrealizowany przez Stowarzyszenie Metamorphosis. Instytucja zarządzająca Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-13 Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi