Puszcza Białowieska i jej okolice to świetne miejsce do najróżniejszych zajęć na świeżym powietrzu. Pasja połączona z miłością do przyrody może dać początek wspaniałej przygodzie. Tak jest w przypadku Anny Moroz – z zawodu lekarzem stomatologii, mieszkanką Warszawy, hajnowianką z urodzenia, która każdą wolną chwilę spędza w okolicach Puszczy, gdzie swój dom mają jej konie.
Powiedz, proszę, dlaczego konie są Ci tak bliskie?
Lubię zwierzęta – jestem “kociarzem”. Mam 2 koty i psa u mamy w Hajnówce. Moja siostra Ewa, jak była w szkole, miała cały pokój w plakatach z końmi. Babcia w Nowym Berezowie też miała konia. W moim życiu zwierzęta zawsze się gdzieś przewijały. Tak na 100% to chciałam mieć konia, gdy zobaczyłam źrebaka w stajni w Sacharewie, gdzie jeździłam na leśne spacery. Konik był kilkudniowy, z białą plamką na czole, o długich nogach, ze sterczącą grzywą i ciemną pręgą na grzbiecie. To Masza po ojcu Benku koniku polskim, po matce Barwinie, która ma w sobie trochę z hucuła. Zawojowała moje serce i ”wsiąkłam” w hodowlę i wychowanie.
Jakie były początki?
Moja koleżanka z pracy, która jeździ konno opowiadała mi po powrocie z rajdu na Ukrainie o fantastycznych widokach, wielkich przestrzeniach, ciekawych ludziach. Urzekły mnie jej opowieści i też chciałam togo doświadczyć. Było to jakieś 10 lat temu, zapisałam się do szkółki jeździeckiej. Po 3 miesiącach wyjechałam na swój pierwszy rajd pod Tarnopol na Ukrainie. Galopy po rżysku, przechodzenie brodów rzek, spanie w namiocie każdej nocy w innym miejscu i konie odpoczywające tuż obok nas. Jako najsłabszy jeździec dostałam bardzo spokojnego konia i to dzięki niemu udało mi się dotrwać do końca, a było naprawdę ciężko. Potem szkoliłam swoje umiejętności dalej w Warszawie. Przyjeżdżając do Hajnówki szukałam miejsca, gdzie mogłabym jeździć konno. Dzięki siostrze znalazłam Ewę i Radzieja, którzy mieli stajnię z konikami polskimi w Sacharewie i tak zaczęłam jeździć na spacery po puszczy w sobotę i w niedzielę. Po kilku miesiącach poznałam ścieżki okolic Nieznanego Boru, Czerlonki, Krynoczki, Orzeszkowa i Skryplewa.
A jak jest teraz?
Teraz mam Maszę, o której wspominałam wcześniej, oraz Timura – ponad 20 letniego konia wykupionego ze stajni w Wesołej, aby swoje ostatnie lata spędził na emeryturze na zielonej trawie wraz z innymi końmi. Timur to koń profesor, któremu dużo zawdzięczam. Jest ambitnym, spokojnym i dobrze ułożonym koniem. Teraz razem z nim poznaję okolice Postołowa, polne drogi przy Dubinach i Sawinym Grodzie i mam nadzieję, że jeszcze sporo zobaczę z jego grzbietu.
Widzę, że Ciebie i Maszę łączy szczególna więź. Czy myślisz, że konie potrafią odwzajemniać okazywane im zainteresowanie?
Myślę, że tak. Pracując razem z Maszą, poznaję jej charakter, temperament, a ona uczy się reagować na moje komendy. Jeździectwo nie kończy się dla mnie na samej jeździe. To też czyszczenie, karmienie, ćwiczenia bez siodła – tzw. praca z ziemi. Wszystkie te czynności powodują, że zmieniają się relacje koń-człowiek – rodzi się wzajemne zaufanie, porozumienie, współpraca.
I nie żałujesz czasami, że nie są bliżej?
Nie żałuję. U Ewy i Radzieja w Skryplewie Masza i Timur mają swoje stado, mają wybiegi i to jest najważniejsze dla koni. W Warszawie nie ma takiej możliwości, konie są wypuszczane z boksów na godziny lub na jazdy z trenerem. Poza tym, w Warszawie w ciągu tygodnia pracuję do późna i nie byłabym w stanie poświęcić im odpowiedniej ilości czasu.
Wspólne spacery?
Nie mam swoich ulubionych tras ani ścieżek, dla mnie najważniejsza jest sama jazda i podziwianie przyrody. Co do pór roku to każda jest inna i każda zachwyca czym innym:
Wiosna – gdy wszystko kwitnie i ptaki śpiewają.
Lato – jest ciepło, ale nie polecam jazdy leśnymi ścieżkami z uwagi na dużą ilość ślepaków, meszek i komarów. Sprawiają one, że spacery dla mnie i koni nie są przyjemne. W takich przypadkach wybieram pola i jazdy wieczorem.
Jesień – kojarzy mi się z szelestem liści pod kopytami koni, ciszą, przepięknymi kolorami drzew oraz wypatrywaniem leśnych grzybów z siodła.
Zima – uwielbiam jak spadnie śnieg i nie jest bardzo mroźno, wtedy na ścieżkach zostawia się pierwszy ślad i można zobaczyć tropy innych zwierząt. Dodatkowo można zobaczyć dzikie zwierzęta np. żubry, sarny. Za największą frajdę zimową uważam jazdę ze znajomymi po lesie i strącenie śniegu z gałęzi tak by obsypać następnego jeźdźca.
Moje przemyślenia?
Jeździectwo to dla mnie przyjemność , odpoczynek, odreagowanie stresów, to ćwiczenie stanowczości i pewności siebie, trening spokoju i cierpliwości, komunikacji między człowiekiem i koniem. Ale to też siniaki, otarcia, upadki oraz niepokój moich bliskich o moje zdrowie. Przy czym dostaję od nich wiele wsparcia i miłości. Za to im bardzo dziękuję
Białowieża Forest - Nature & People